poniedziałek, 11 lipca 2016

jak u Babci :)

Macie tak czasami ,że zapach , smak przywołują wspomnienia ?
Pewnie ,że tak :) każdy tak ma :)
Jakoś tak wakacje kojarzą się nam z pobytem u babci ....może na wsi ?
Moja babcia co prawda nie mieszkała na wsi , tylko ulicę dalej :) ale do dziś pamiętam jak chodziłam " na wakacje" , pamiętam wykrochmaloną pościel , pachnącą świeżością i letnim powietrzem , pamiętam kwiaty z babcinego ogródka i smaki , które do mnie wracają i które lubię przywoływać mojemu synowi .
Jednym z takich smaków był ser smażony :) znacie ?
Uwielbiałam go , z koperkiem, jajeczkiem , jeszcze ciepły i roztapiający masełko , oblepiający usta :) Mniam :)
I w sobotę udało mi się kupić na ryneczku biały ser do smażenia.
Wczoraj go pokruszyłam i posypałam sodą .....
i dzisiaj jedliśmy z synem królewską kolację :)
A w tak zwanym "międzyczasie" , między nalewkami, syropami , wiankami i mydełkami lawendowymi ....
toczy się normalne życie ....sprzątanie, pranie , gotowanie i robienie zapasów na zimę :)

lawendowo tez jest ....jak to u mnie :)
A w niedziele będzie można mnie spotkać w Muzeum powozów Galowice koło Wrocławia :)
zapraszam wszystkich sympatyków ziół i lawendy :)

pozdrawiam lawendowo
Kinga

poniedziałek, 4 lipca 2016

lipiec słońcem się zaczyna :)

I oby już tak zostało ....
słonecznie , lekko wietrznie , cudnie....
Ubiegły tydzień był bardzo pracowity , choć i ten się taki zapowiada :)
W czwartek kilka moich przyjaciółek pomagało nam ciąć zniszczoną lawendę .
Ciocia zrobiła nam podlaską babkę ziemniaczaną , Hana nagotowała nam pysznej zupy , ja upiekłam ciasto i cały dzień byliśmy w polu :)
O ile dziewczyny się wymieniały to ja z Krzysiem ścinaliśmy cały dzień ....wieczorem ledwo żyliśmy :)
W piątek były kolejne wiankowe warsztaty a sobota to już wyścig z czasem aby jak najwięcej zrobić . Ale udało się naprawić powalony wichurą płot i kilka innych rzeczy .
Nieoceniona znowu okazała się pomoc rodziny .
Teraz pogoda dopisuje i mam nadzieje ,że tak już zostanie ...

Krzyś lubi wypoczywać z Pandzią na trawce, wpatrując się w niebo ...
po ciężkiej pracy należy mu się :)
A dzisiaj w ramach małego oderwania byliśmy z krótką wizyta u naszej blogowej sąsiadki : pewnej Pani Prezes :)
Ciekawe czy ktoś zgadnie u kogo ? :)

Pozdrawiam lawendowo wszystkich odwiedzających i zapraszam na lawendowe candy o TU
Kinga


poniedziałek, 27 czerwca 2016

o szczęściu , przewrotności przyrody i niezwykłych gościach ....

Miało być dzisiaj o kredensowych zasobach a będzie o weekendzie obfitym w emocje.
Piątek miałam warsztatowy i bardzo wyjątkowy .A dlaczego ?
A to za sprawą wyjątkowych gości .
W sumie było 13-naście lawendowo zapalonych warsztatowiczów ale dwie z nich przyjechały aż .....500 km :) Tak ,tak :500 :) Pociągiem ! Mama z niepełnosprawną córką , wstały o 4 rano aby po południu być u mnie na warsztatach :)
Kiedy Ulka napisała do mnie na fb ,że chce przyjechać z Justynką , myślałam ,że żartuje :)
Kto dziś jedzie w tak daleką podróż z dzieckiem ?
Ale dla kochającej mamy , która chce pokazać dziecku świat i przeżyć razem przygodę , nie ma rzeczy niemożliwych :)
Ula to bardzo energiczna i pozytywna kobieta .Wszystkie z podziwem słuchałyśmy o jej podróżach .
Spotykając takich ludzi człowiek dostaje takiej dawki pozytywnej energii i skrzydeł do dalszej pracy ,że aż wieczorem zasnąć nie może z emocji .

to własnie Ulka z Justynką :)
To był wspaniały dzień ! Pogoda i humory nam wszystkim dopisały choć było trochę za gorąco .
ratowałyśmy się zimną lemoniadą lawendową
a to już same warsztaty :
Dziewczyny wyjechały zadowolone z pięknymi , pachnącymi wiankami i nic nie zapowiadało katastrofy.
Jeszcze w sobotę rano siedziałam pod naszym namiotem imprezowym z redaktorką jednej z lokalnych gazet i miło rozprawiałyśmy o lawendzie , pasjach i marzeniach.
Ok 14.30 poszliśmy na ogród posprzątać ruchome przedmioty bo zaczął wiać wiatr .
Pozapinaliśmy namiot bo tydzień wcześniej nie założyłam ścianek bocznych i podczas wichury namiot się przewrócił i złamały się 4 rurki.Dodam ,że namiot wielki 5 na 10 metrów.
W momencie kiedy namiot był zamknięty , zerwała się taka wichura ,że uwiesiliśmy się na rurkach namiotu w trójkę wisząc na nich jak w tramwaju .
Wiało coraz bardziej ,zaczął padać grad , waliły pioruny....
I przyszedł taki podmuch wiatru , który podniósł nas razem z tym ciężkim namiotem w górę , grube rurki zaczęły się wyginać jakby były ze słomy....
Gdyby nie ciężki stół , o który zaczepiła się jedna rurka wylądowalibyśmy u sąsiada na dachu .
Nigdy nie zapomnę tej grozy i strachu , kiedy pod pogiętą konstrukcją i zwojami namiotu szukałam męża i syna .... jeszcze teraz kiedy to piszę ciarki przechodzą mi po plecach.
Namiot który kupiłam za dwa tysiące i miał mi służyć przez cały sezon do przeprowadzania warsztatów , w ciągu kwadransa stał się wspomnieniem a piątkowe warsztaty okazały się historycznymi .
Ale cieszę się ,że nie stało się to kiedy namiot był pełen ludzi.
Tak, mieliśmy szczęście w nieszczęściu .I za to dziękuję Bogu ,że moi chłopacy są cali i ,że skończyło sie tylko na siniakach i zadrapaniach .
Teraz warsztaty będą się odbywać pod chmurką a może w przyszłym roku uda się nam postawić lawendową , kreatywną stodołę ? mam nadzieję ...
Pierwszy tegoroczny zbiór lawendy tez będzie słaby bo deszcze nie służą moim krzewinkom.
że o powalonym płocie nie wspomnę ....

Może w lipcu pogoda będzie dla nas łaskawsza ?

pozdrawiam lawendowo
Kinga


poniedziałek, 20 czerwca 2016

lawendowe pyszności :)

Kończy się niestety jeden z moich ulubionych sezonów : sezon truskawkowy .
Uwielbiam truskawki pod każdą postacią a najlepiej prosto z krzaczka .
Taka ze mnie wiejska baba i lubię trochę pozamykać tych smaków i zapachów do słoiczków i butelek .
Suszę zioła , robię swoje mieszanki , gotuję syropy , soki i dżemiki .
Zamykam to ,czego nie mogę kupić w sklepie .
A już na pewno nie kupię dżemu truskawkowego z lawendą :)
Po takim deszczowym i ponurym dniu jak dzisiaj
słodka kolacja się należy ....
jakie smaczne ......
Wystarczy herbata w ulubionej filiżance , zapalona świeczka i nawet prosta kanapka smakuje jak ambrozja :)

podaję przepis :
SKŁADNIKI:
- 1kg truskawek
- 300g białego cukru
- 1 łyżka soku z cytryny
- garstka kwiatów lawendy ( koniecznie kulinarnej z ekologicznej uprawy)
PRZYGOTOWANIE:
Truskawki myjemy, suszymy i obieramy z zielonych końcówek. Zasypujemy cukrem i odstawiamy na dwie godziny. Następnie odlewamy trochę soku i na bardzo małym ogniu gotujemy około dwóch godzin, od czasu do czasu mieszając. Odstawiamy garnek na noc i na drugi dzień ponownie wstawiamy dżem na mały gaz. Po około godzinie powinien być mocno gęsty. Dodajemy teraz kwiaty lawendy i gotujemy jeszcze 20-30 minut. Jeszcze gorący przelewamy do słoików, zakręcamy i odstawiamy do góry dnem.

następnym razem pokażę Wam jak powoli zapełnia się mój kredens ziołowymi specjałami :)

A Wy co mieliście na kolację ? :)