Wczoraj obiecująco się chmurzyło.Niestety pokropiło trochę rano i na tym koniec.Sobota minęła mi nawet nie wiem kiedy.Trochę sprzątałam, malowałam .Wpadła też koleżanka odebrać zamówiony towar i trochę mnie załamała .Podobno dyrektorzy szkół już zapowiedzieli nauczycielom,że do końca roku jest zakaz jakichkolwiek wycieczek a nawet wyjść na miasto .Dla mnie to zła informacja bo to oznacza ,że nie będę miała warsztatów z dziećmi. Liczyłam się z tym,że do końca lata tak może być ale miałam nadzieję chociaż na warsztaty bożonarodzeniowe.Niestety klops.Nudzić się nie będę bo planów i pracy w ogrodzie jest moc ale z czegoś trzeba żyć .
No nic, jakoś dam radę .Muszę.
Jakoś tak ostatnio się przestawiłam i mimo,że chodzę późno spać to wstaję po szóstej ! Nawet dzisiaj w niedzielę .Sama sobą jestem zdziwiona bo odkąd zachorowałam na hashimoto , to byłam śpiochem etatowym.Mogłam spać o każdej porze dnia i cała noc.Teraz śpię po 6-7 godzin i czasami w dzień utnę sobie drzemkę :)
Więc jak już wstałam tak rano to wzięłam się do pracy w kuchni :) Upiekłam ulubione syna cynamonki drożdżowe.Idealne do kawusi :)
Zagotowałam i rozlałam kolejną porcję syropu z mniszka .
A na obiad zrobiłam zupę szparagową :) Mniam :)
W ogrodzie pojawia się trochę kolorów...
i trochę kolorów rozwieszam, rozstawiam ...
Brakuje mi trochę czasu na ceramikę .Ale już niedługo,jeszcze tylko kilka rzeczy muszę zrobić i znowu zanurzę ręce w glinie :)Myślę tez o kameralnych,indywidualnych warsztatach ceramicznych w ogrodzie bo już koleżanki pytają .
Ale najbardziej teraz czekam na fiolet lawendy .....


















